Nasza Szkoła

 

Kościół w Kowalewie

 

 

(Kliknij, aby powiększyć)

 

Kamień w Rudzie

Przeklęta gospoda legenda o powstaniu kamienia w Rudzie zwanym Bogudar

Było to w czasach, gdy na stolicy książęcej w Poznaniu zasiadał Odon, syn Mieszka III z Piastów. Pośród borów, na szlaku handlowym z grodu Krotosa do Pleszewa, a tuż obok Dobrzycy leżał gród zwany Lutynią. Osada ta na początku dostatnia była, powiadają, że to z bożej łaski. Opatrzność bowiem mieszkańców Lutyni wszystkiem dobrem obdarzyła. Woda w rzecze Lutynce ryb była pełna, a i samą czystością niby kryształ widniała. W lasach zwierza rogatego hasało pod dostatkiem, a jego mięsiwo pierwszą jakością się odznaczało. Nieopodal grodu ziemia skrywała mnogość rudy żelaza. Toteż mężczyźni z Lutyni górnictwem, hutnictwem, kowalstwem i snycerstwem się pałali. Swoje warsztaty przy kopalniach mieli, a podgrodzie to wszyscy w skrócie ,,Rudą" zwali. Interesy kwitły, miejscowość się bogaciła. A i kiesa każdego mieszkańca pełna dukatów krajowych i zamorskich była. Tak mijały lata. Bogaci mężowie lutyńscy coraz mniej hożo do pracy chadzali. W głowie im za to hulanki i trunki siedziały. Czas ciągle gnał do przodu, sakwy chudły, a i od roboty wszyscy się już odzwyczaili. Warsztaty puste stały, piece wygaszono, kowale narzędzia w kąt rzucili. Za to jedną z kuźni w Rudzie na karczmę zamienili, kryjąc ją strzechą. Stary snycerz Tworzymir nazwę jej nawet wymyślił. - ,,Zwijmy ją Koźliłep" - rzekł kiedyś. Nazwa się przyjęła. Szynk bowiem dach miał strzelisty, z suszonej trzciny, a na jego szczycie blaszana niby koźla głowa dla ozdoby stała przytwierdzona. Mężczyźni się tam spotykali, co by w dostatecznej odległości od swych białogłów napitków kosztować. Kobiety tymczasem w rozpacz popadły, nie mając czym swych pociech karmić. Kasztelan, co go Blizbordem zwali, plan oszczędnościowy począł wprowadzać. Na początku, postanowił żywność wydzielać, aby na zakup trunków z kasy grodowej starczało. Potem plebana precz przepędził, żeby na tacę kościelną łożyć nikt nie musiał. A i samego księdza i kościoła utrzymywać nie było trzeba. Pobożne kobiety z Lutyni o sakramenta więc księdza Macieja z pobliskiej Dobrzycy prosiły. Wielebny Maciej raz, a czasami nawet i dwa razy w tygodniu do grodu nad Lutynką zaglądał. Dziatwie o bożej dobroci opowiadał, mszę odprawiał, starszym komunię dawał. Nigdy na nikogo pokuty nie nakładał. ,,Bóg sam cię odpowiednio ukarze i sposób odkupienia win obmyśli" - powiadał. A że ubogi i skromny to był duchowny, to na mule zwykł przez dukty leśne jeździć. Ludzie się nawet podśmiechiwali, że księdza jeszcze nie widać, a już słychać. Zwierzę jego bowiem na szyi wielki dzwonek miało uwieszony i w ten sposób wszystkim obecność księdza Macieja obwieszczało. Tak oto ksiądz z Dobrzycy przez siedem lat dziećmi i kobietami z Lutyni duchowo się opiekował. Mężowie ich za to coraz bardziej na zdrowiu podupadali, ale wciąż pili, pili i pili... I choć dzwonek księżego muła nie raz słyszeli, to nigdy na spotkanie wielebnego z karczmy wychodzić nie chcieli. Niewiasty lamentowały nad swymi małżonkami i ratunku dla nich żadnego nie widziały. Tylko wielebny Maciej spokojny był i za każdym razem powtarzał: ,,Przyjdzie dzień, kiedy Sprawiedliwy Sędzia pokutę dla nich przygotuje". Było akurat święto Bożego Ciała w piątym roku panowania Odona. Wielebny Maciej do Lutyni przez bór podążał. I jak zazwyczaj, karczmę pod strzechą po drodze mijał. Na piersi jego, na wysokości serca tabernakulum spoczywało, a w nim hostie przygotowane. Ich liczba dokładnie odpowiadała ilości wszystkich lutynian mogących przyjmować sakrament, w tym bezbożnych mężów. Tymczasem w szynku akurat zabawa na całego trwała. ,,Heja!, jeszcze!, polej!" - to jeno słychać było. Wśród bywalców zasiadał i Bogudar - syn Prosimira, niegdyś górnika. Chłopak to był młody, a na jego kilkunastoletnim licu jeszcze rumieniec się jawił. Wizyty w karczmie niezbyt mu były po myśli i każdą okazję, aby się z niej wyrwać, wykorzystywał. Wtem wśród knajpianego gwaru głos dzwonka usłyszał. Przypomniały mu się słowa matki: ,,Gdy wędrownego księdza wraz z hostią zobaczysz, uklęknij przed nim i Bogu cześć oddaj". Wybiegł więc Bogudar z karczmy i przed Maciejem się pokłonił. Ksiądz nad nim znak krzyża uczynił, a gdy to robił, prawica jego na chwilę słońce przed oczyma młodzieńca przysłoniła. Ciemność jeno widział skruszony Bogudar i skwierk słyszał - niczym palonego drewna głos. Lecz dymu żadnego ni ciepła nie poczuł. Kiedy jasność przed źrenice mu wróciła, wstał i głowę odwrócił. Zobaczył, że przeklęta gospoda zniknęła. W jej miejscu olbrzymi kamień się pojawił. ,,Gdzie ojciec, gdzie kompani?" - nerwowo pytał księdza Macieja. ,,Bóg im karę obmyślił" - wyszeptał ksiądz. Powiadają, że Sędzia Sprawiedliwy sam zamienił karczmę w kamień, a opamiętane serce Bogudara od śmierci ocalił. Stąd strzelisty kształt szczytu głazu. Ponoć jak w Boże Ciało ucho do kamienia przyłożysz, to usłyszysz gwar przeklętej gospody.... Od tego czasu ludzie mówią, że to w Rudzie koło Dobrzycy jest głaz w kształcie serca, zwą go Bogudar.

 

                                             

(Kliknij, aby powiększyć)

 

(Kliknij, aby powiększyć)

 

Muzeum w Dobrzycy

Unikatowa mapa Polski w zbiorach muzeum w Dobrzycy

Unikatowa mapa Polski z czasów rozbiorów, empirowa witryna i sekretara - to najnowsze nabytki muzeum w odrestaurowanym Zespole Pałacowo-Parkowym w Dobrzycy (Wielkopolska). "Najważniejszym nabytkiem jest mapa Polski z 1793 r. To miedzioryt kolorowany akwarelą, wykonany przez Daniela Fridricha Sotzmanna w Berlinie. Ma 119 cm długości i 97 cm szerokości", poinformował dyrektor dobrzyckiego Zespołu - Wojciech Dąbrowski. Mapa składa się z 32 sekcji naklejonych na płótno i według dyrektora jest prawdziwym unikatem. Po rozgrabieniu i zdewastowaniu po wojnie parku i pałacu należących do generała Augustyna Gorzeńskiego, powiększy ona skromny zasób muzealnych zabytków osiemnastowiecznej kartografii. "Mapa Sotzmanna zawiera bardzo szczegółowy obraz kraju, zaznaczono na niej nawet Dobrzycę. Jej stan techniczny jest bardzo dobry" - mówi Dąbrowski. Empirowa witryna jest wykonana z drewna mahoniowego. Jest oszklona; ma mosiężne aplikacje w kształcie palmet (dekoracyjny motyw w kształcie liścia palmy - PAP) i rozet, a jej plecy są wyłożone materiałem. Wyjątkowo cenna jest też sekretara z początków XIX wieku, ponieważ - jak zaznacza Dąbrowski - nie "została dotknięta ręką konserwatora". Generał Gorzeński był współtwórcą Konstytucji 3-Maja, adiutantem i szefem kancelarii wojskowej króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Był wielbicielem sztuki antycznej - oprócz wzniesionego pałacu, pełniącego wtedy funkcję nieformalnej loży masońskiej, wybudował w Dobrzycy sztuczne ruiny, panteon, monopter (pawilon ogrodowy) na wyspie, osadę ogrodniczą, grotę, cztery stawy i stajnię cugową oraz rozległy park. Odrestaurowanie zdewastowanych obiektów kosztowało ponad 20 mln zł i trwało ponad 16 lat. Konserwatorom udało się odsłonić przepiękną salę groteskową z wyjątkowo bogatą dekoracją i wszystkie malowidła z czasów świetności, m.in. sfinksy, chimery, medaliony, fantastyczne postaci, ptaki. Do Dobrzycy wróciły także bardzo cenne rzeźby zamówione przez samego generała - jego popiersie autorstwa Włocha Canovy, postać kobiety wspartej o amforę, bogini Hebe i figurę będącą personifikacją lata. Właścicielem dobrzyckich obiektów jest samorząd województwa wielkopolskiego. Najnowsze nabytki w pałacu zakupiono w ramach programu operacyjnego ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego "Dziedzictwo kulturowe". ZAK

 

                                             

(Kliknij, aby powiększyć)

 

                                           

(Kliknij, aby powiększyć)

 

Szkoła w Suchorzewie

 

                             

(Kliknij, aby powiększyć)

 

Organizatorzy wycieczki: Ireneusz Reder oraz Hanna Wojcieszak-Blandzi